Elektroliza2

Dzień Dobry

oficjalnie rozpoczynam część drugą i zapraszam na mroczną wycieczkę wszystkich chętnych:

Aleksandrowie Łódzki, Andrychowie, Augustowie, Aveiro, Barlinku, Będzinie, Bełchatowie, Biała Podlaska, Białobrzegi, Białystoku, Bielsko-Biała, Bieruniu, Blachownio, Bochnio, Bojanowo, Braniewo, Brenno, Brzesko, Brzozowie, Bukowno, Busko-Zdroju, Bydgoszcz, Bytomiu, Cambourne, Chełmie, Chesterfield, Chocianowie, Chojnice, Chojnowie, Chorzowie, Chrzanowie, Ciechanowie, Cieszynie, Czarnkowie, Czersku, Częstochowo, Człuchowie, Dąbrowo Górnicza, Dębico, Działdowo, Dziwnowie, Elblągu, Ełku, Gdańsku, Gdynio, Giżycko, Gliwice, Głuchołazy, Golańcz,Goleniowie, Gołdap, Gorlice,  Gorzowie Wlkp., Gostyninie, Gostyniu, Góro, Grabowie nad Prosną, Grajewo, Grudziądzu, Grybowie, Gryfice, Hajnówko, Inowrocławiu, Jarosławiu, Jasło, Jastrzębie Zdr., Jaworzno, Jelenia Góro, Kaliszu, Kamienna Góro, Karpaczu, Kartuzy, Katowice, Kcynio, Kęty, Kędzierzynie – Koźlu, Kielce, Kłodzko, Kolno, Koło, Kołobrzegu, Koniecpolu, Koninie, Koszalinie, Kościanie, Koziegłowy, Kozienice, Koźminie Wlkp., Krakowie, Krasnystawie, Kraśniku, Krobio, Krosno, Krynico, Krzepice, Kutno, Kwidzynie, Legnico, Leszczyco, Leszno, Limanowo, Londynie, Lubartowie, Lubinie, Lublinie, Lublińcu, Łasku,  Łańcucie, Łęczyco, Łukowie, Łodzio, Łomżo, Łowiczu, Miechowie, Mielcu, Międzyrzecu Podl., Mikołowie, Mińsku Maz., Mławo, Morągu, Mszczonowie, Mysłowice, Myszkowie, Myślenice, Namysłowie, Nasielsku, Niepołomice, Nowa Dębo, Nowy Sączu, Nowy Targu, Nyso, Olecko, Oleśnico, Oliveira do Bairro, Olkuszu, Olsztynie, Opole, Orzesze, Ostrołęko, Ostrowie Wlkp., Ostrowo Maz., Ostrzeszowie, Oświęcimiu, Otwocku, Ozorkowie, Ożarowie, Pabianice, Pajęczno, Piekary Śląskie, Piło, Piotrkowie Tryb., Pleszewie, Płocku, Poddębice, Poniatowo, Poznaniu, Przedborzu, Przemyślu, Przeworsku, Pszczyno, Puławy, Rabko, Raciborzu, Radomiu, Radomsko, Radymno, Radziejowie, Radzynie Podl., Rawiczu, Ropczyce, Rudo Śląska, Rybniku, Rymanowie, Rypinie, Rzeszowie, Sampolno, Sanoku, Siedlce, Siemianowice Śląskie, Sieniawo, Sieradzu, Sierpcu, Skarżysko Kamienno, Skawino, Skierniewice, Słubice, Słupco, Słupsku, Sochaczewie, Sokołowie Podl., Sokółko, Sopocie, Sosnowcu, Stalowa Wolo, Starachowice, Stargardzie Szczeciński, Staszowie, Strzyżowie, Sucha Beskidzka, Sułkowice, Suwałki, Swarzędzu, Sycowie, Szczecinie, Szczekociny, Sztumie, Środo Wlkp., Świdnico, Tarnobrzegu, Tarnowie, Tarnowskie Góry, Tomaszowie L., Tomaszowie Maz., Toruniu, Turku, Tychy, Ustrzyki Dolne, Wadowice, Wałczu, Warszawo, Wągrowcu, Wejherowo, Wielichowo, Wieliczko, Wieluniu, Władysławowo, Włocławku, Włoszczowo, Wolbromiu, Wolo, Wołowie, Wrocławiu, Wronki, Wrześnio, Wysokie Maz., Wyrzysku, Zabrze, Zakopane, Zambrów, Zamościu, Zawiercie, Ząbki, Zduńska Wolo,  Zgierzu, Zielona Góro, Złotowie, Żaganiu, Żary, Żninie, Żory, Żychlinie, Żywcu oraz bliższe czy dalsze okolice powyższych i niezidentyfikowanych :)

Dokąd idziemy? Och, żebym to ja wiedziała ;) Dajcie się zaskoczyć.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Papierowy Pan Paweł

Możecie się ze mną nie zgodzić, uznać, że przesadzam i się nie znam. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że dokładnie tak jest, ale i tak nic mnie nie powstrzyma przed wyrażeniem opinii, być może mylnej.

Nie podoba mi się autobiografia Pawła „Gumy” Zagumnego. Już. Można krzyczeć.

Nie podoba mi się, że dopiero ostatnie pięćdziesiąt-kilka stron, kiedy głos zabierają osoby trzecie, potwierdza to, co każdy, nawet średnio uważny, obserwator siatkówki czuje przez skórę. Że Pan Paweł bywa ciężki w obyciu, ma specyficzne poczucie humoru, zapewne cięte, i jest piekielnie inteligentnym zawodnikiem. Jakim cudem takie podstawowe cechy charakteru udało się pominąć przez 373 strony? Gdzie był redaktor tego przedsięwzięcia? I wcale nie chodzi mi o to, że książka nie ocieka sensacją i tanią plotką. To by było nie na miejscu, i kłóciłoby się z klasą jaką Pan Paweł dysponuje. Ale jak można było wyjałowić taką postać z wszelkich kolorów? A jego, z pewnością ciekawe, sportowe życie sprowadzić do momentami nudnawej papki, sztucznie rozciągniętej niezbyt istotnymi  szczegółami? Rozumiem, to jest zwykły człowiek przez większość dnia, świetnie, tylko czy opowieści nietuzinkowych ludzi nie spisywane są aby po to, żeby pokazać to co jest w nich właśnie nietuzinkowego, a nie historię przejazdów komunikacją miejską i ilości pokoi w wynajmowanych mieszkaniach?

Winię współtwórcę tego knota. Bo Pan Paweł o pisaniu pojęcia nie musi mieć. Natomiast człowiek, który orzeka się mianem redaktora od tego właśnie jest, żeby powiedzieć, to nie, to wyrzućmy, o tym napiszmy coś więcej. A tu chyba nastąpił syndrom pracy magisterskiej: nie mniej jak czterysta stron określoną czcionką. Cudownie. O stylu w jakim to zostało nam podane nawet się nie będę wypowiadać, bo co ja tam wiem. Poza tym, że każda z osób, które wymieniam w sekcji po prawej stronie, zajmujących się pisaniem zupełnie amatorsko, zestawiłaby tę książkę tysiąc razy lepiej. I ciekawiej.

Żeby zachować jako-taki obiektywizm: oczywiście można się czegoś dowiedzieć, pewne wydarzenia nabierają nowej perspektywy, nie jest to zupełnie bezsensownie wydane ileś tam złotych etc. Tylko wielka szkoda, że Papierowy Pan Paweł nie zostanie mi w głowie ani na minutę po tej lekturze. Już lepiej obejrzę sobie jakiś nieprofesjonalny montaż z jego najlepszymi akcjami, to powie mi o nim chyba więcej. Swoją drogą, jakim cudem w całej książce nie ma ani jednego urywka traktującego o firmowym chowaniu rąk przy bloku?

Jeżeli ktoś już miał styczność z „Życie to mecz” to jestem bardzo ciekawa wrażeń. Mnie nerw złapał.

Na marginesie: „Bieg” był pisany zanim nabyłam książkę. Teraz rozumiem część komentarzy lepiej, ale wszelkie zbieżności zupełnie przypadkowe.

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Skróty, kiwki, przesunięte krótkie

Dzień Dobry

Meczu nimi nie wygrasz, ale trudno je pominąć milczeniem. Po krótkiej inwentaryzacji w brudnopisach znalazłam kilka bazgrołów, z których opowiadań nie zrobię, ale szkoda mi ich nie wykorzystać w ogóle. Stąd nowa podstrona na szybkie rozwiązania i ekspresowe pomysły.

Pierwszy skrót bezosobowy, nie mam nikogo konkretnego na myśli, bardziej ciekawi mnie jak to jest kiedy już jej nie ma. Siatkówki znaczy się. A w kolejce Lenny i taki jeden wybryk natury, który wymaga sporo dopracowania, bo żeby był skuteczny musi bardzo zgrać się sam ze sobą, no nieważne, jak się uda to „Wyjściowa Szóstka” na pewno tam wpadnie.

Zapraszam, pozdrawiam, i potwierdzam, będzie Elektroliza2 (tylko muszę ją jeszcze trochę wysiedzieć).

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Te dziesięć i ten jeden

Jesteś przy nich w trakcie każdego meczu. Wstrzymując oddech przed ekranem telewizora, nerwowo odświeżając stronę z internetową relacją, wsłuchując się w zbyt zdawkowe informacje podawane przez stację radiową. Jesteś z nimi, tuż obok. Tworzysz tą falującą, kipiącą emocjami biało-czerwoną układankę. Wstajesz przy ostatnich piłkach, wrzeszczysz po udanych akcjach, bijesz brawo, skandujesz ich imiona i nazwiska, kiedy wchodzą w pole zagrywki. Z nimi i dla nich śpiewasz hymn a capella dumnie prezentując narodowe barwy wymalowane na policzkach. Niesiesz ich swoją obecnością, możesz przytoczyć setki przykładów, gdy sety i mecze wygrywali wspomagani Twoim krzykiem i wiarą. Bo w górę serca…

Znasz ich, wiesz kto boi się latać, na kogo wołają Gato, z kim dzieli pokój Możdżonek, kto miał być kapitanem. Rozpoznasz ich w najgorszej jakości streamach: to Bieniek robi te charakterystyczne kroki zanim zaserwuje a Kubiak ciągle poprawia nakolanniki. Wymienisz kluby, w których występują obecnie i w których grali w ubiegłym sezonie. Masz swoich ulubieńców, ale kiedy wchodzą na boisko wszyscy się nimi stają. Czy zdają sobie sprawę, jak są ważną cząstką Twojego życia? Dla nich nie pójdziesz dziś do szkoły czy na zajęcia, nie dośpisz i zapomnisz o czymś istotnym. Czy wiedzą, że każde ich zwycięstwo jest i Twoim triumfem? Że radość z każdej wygranej jest wspólna?

A gdy razem z nimi, w tym najważniejszym momencie przegrywasz, pęka Ci serce. Bo siatkarskie serce też macie wspólne.

Opublikowano Bez kategorii | 7 komentarzy

Elektroliza

Dobry Wieczór

Startuję, z duszą na ramieniu, zmieniam klimat i jadę na wschód mapy. Ale już całość rozpisana i umiejscowiona w czasie i przestrzeni, więc nie ma co się wahać. Przede wszystkim mam zakończenie, bo bez tego nie wiedziałabym gdzie ta dziewczynka zmierza. Zaskoczę? W punktach wygląda obiecująco. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

P.S. O Brodzie się nie rozpisuję, bo na stronie jest wszystko co trzeba wiedzieć. Ale wyzywam chętnych :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

MIgał5

Dobry Wieczór

Przyśniło mi się nagle jak mam zacząć, więc zaczęłam. Częściowo można obarczać odpowiedzialnością tą Panią:

A właściwie to całą płytę.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

I co teraz?

Dobry Wieczór

MIgał 4 za nami, czy nie będzie trochę za pusto bez następnego opowiadania? A czego oczekuje szacowne grono czytelniczek? Bardzo chciałabym usłyszeć Waszą opinię, kontynuujemy? dajemy spokój? zmieniamy klimat? Co dalej?

Komentarze zawsze w cenie, a do wykorzystania także wersja skrócona w postaci ankiety.

Zapraszam do oddania każdego istotnego dla mnie głosu i/lub pozostawienia zawsze wyczekiwanego słowa pisanego.

CO DALEJ?

Ups, nie dodałam wcześniej – ankieta jest wielokrotnego wyboru :)

A wyniki nie zaskakują :) czekam na dalsze opinie.

Ciekawość 2

(nie wiem jak o ustrojstwo liczy procenty, ale moja matematyczna dusza jęczy posiniaczona)

Update 10.05.2015:

Oczywiście nadal interesują mnie Wasze sugestie i propozycje, pomysły chadzają różnymi ścieżkami i nie byłoby od rzeczy, żeby te szlaki były zbieżne z Waszymi oczekiwaniami. Tymczasem na moją listę oczekujących do realizacji wpisuję (kolejność przypadkowa):

  • krótką historię kadrowiczów przed Memoriałem Wagnera w dziewięciu odsłonach,
  • losy zupełnie nowych bohaterów z prawie innej bajki, choć kusi mnie, żeby to nadal był MIgałowy świat. Choćby po to, aby od czasu do czasu mógł przewinąć się ktoś ze starych znajomych, oczywiście nadal siatkówka w tle, jakżeby inaczej :)
  • MIgał 5 – tak, jest jedna rzecz, z którą muszę się uporać, i skoro w tej formule to zaczęłam, to chyba w niej powinnam skończyć, choć boję się tej części jak żadnej innej. Ale tak trzeba.

I pewnie jeszcze coś tu dopiszę, widząc Wasze reakcje, bądź wpadając na pomysł w oczekiwaniu na swoją kolejkę przy kasie w markecie. Się zobaczy. Cokolwiek wybiorę do pisania jako pierwsze nie przypuszczam żeby weszło na warsztat w tym miesiącu. Przykro mi, ale brak czasu to w obecnej sytuacji łagodne niedopowiedzenie. Kiedy zaczynasz marzyć, żeby weekend miał siedem dni, tylko po to, aby wyrobić się ze wszystkimi zaległościami – wiedz, że coś się dzieje :)

Opublikowano Bez kategorii | 9 komentarzy

Pod maską franta i pajaca

Właśnie wróciłam z ostatniego w tym sezonie meczu Cuprum Lubin, jestem trochę zmęczona nocną jazdą, ale nie chcę żeby uciekło mi coś ważnego, więc piszę przy otwartym na oścież oknie, senność nie może zabrać mi tego wspomnienia, zanim go nie utrwalę. To był mecz o siódme miejsce, nie był niczym więcej, ale też niczym mniej. To był również ostatni dzień Kadziewicza – Zawodowego Siatkarza. Chciałam być na hali, kiedy będzie się żegnał, chciałam sprawdzić czy będzie tam Iga, czy może jednak w tym czasie zagrzewa Halkbank do pierwszej wygranej w tureckich play-off’ach. Sama nie wiem, czy ją spotkałam, choć bacznie wsłuchiwałam się w otoczenie. Ale nie o tym jest ten wpis.

Przyznaję, że wyborem fikcyjnej rzeczywistości dla migałowego fanfiction kierował zupełny przypadek, jednak w trakcie pisania kolejnych rozdziałów przywiązałam się do mojej wersji Łukasza bardziej niż mogłam się spodziewać. Uznałam, że skoro pozwalam sobie na bezczelne kreowanie postaci w oparciu o całkowicie subiektywne wyobrażenie o żywym człowieku to przynajmniej jestem mu winna ukłon, kiedy schodzi z boiska. Tym sposobem przeciętne czterosetowe spotkanie, bez fajerwerków, z zaledwie kilkoma ciekawszymi akcjami zostanie mi w pamięci na długo, a jedna rzecz chyba na zawsze.

Wymeldowany – to słowo przyszło mi do głowy, gdy obserwowałam zachowanie Kadziewicza. Oczywiście, z uśmiechem wziął udział w uroczystym pożegnaniu, przebiegł szpalerem utworzonym przez zawodników Politechniki, rozdawał autografy, pozował do zdjęć, serdecznie obejmował kibiców, porozmawiał z Bednarukiem, pośmiał się z najbardziej zblazowanymi rezerwowymi świata (tak, Gromadowski, Siezieniewski, Łapszyński, Gorzkiewicz, nie tylko ten sam fryzjer, również to samo znudzenie). Ale cały czas brakowało mi kadziewiczowej iskry. Może to przez tą ostentacyjnie żutą gumę, może przez wzrok utkwiony na długie minuty w telefonie, może przez ciągłe znikanie z hali. W każdym razie wydawało mi się, że jego już tu nie ma, że ten wieczór nie znaczy już dla niego zbyt wiele. I byłam zła, choć jakie miałam do tego prawo?

Mecz się skończył, fala fanów, kolejne uściski dłoni, prezenty, zdjęcia, mniej lub bardziej sztuczne uśmiechy. Mogłam właściwie sobie iść, nie chciałam podpisów ani fotografii, nie potrzebuję tego. Zostałam, naprawdę nie wiem dlaczego, ale dziękuję opatrzności za tą szansę.

Bo gdy już nikt nie zwracał na Łukasza większej uwagi, kiedy wszyscy dostali od niego to czego chcieli, Kadziewicz podszedł do boiska. Na krótką chwilę przykucnął przy linii bocznej i położył dłonie na pomarańczowej płycie, ostatni dotyk, pieszczota. A potem poklepał ją, jak starego przyjaciela, najwierniejszego kumpla, podniósł się i wyszedł z hali, nie oglądając się za siebie. I to było jego pożegnanie. Prawdziwe i szczere. I bolało.

Nie wiem czy ktoś je jeszcze zauważył, czy ktoś uwiecznił. Na początku sama żałowałam, że nie uruchomiłam aparatu, że nie mam tego momentu zapisanego w pliku. Jednak autostrada nocą i prawie 350 km to odpowiedni dystans na przemyślenia. Nikt nie powinien mieć tego zdjęcia, bo to nie było na pokaz. Ja i tak czuję się trochę złodziejką, niechcianym, obcym świadkiem najintymniejszego gestu. Nie wykorzystam tej sceny w żadnym miejscu, nie będę udawać, że wiem co on mógł wtedy czuć, o czym myśleć. Powiem tylko dwie rzeczy.

Przepraszam, że stwierdziłam: wymeldowany. To krzywdzące, złe i głupie. Ale już chyba rozumiem.

Dziękuję za lekcję. Ja też tak chcę kiedyś schodzić ze sceny. Z przekonaniem, że zostawiam za sobą przyjaciela, pasję, dużą część życia. Nie z ulgą, że wyśniona emerytura, a z wielkim żalem, że to już. Wydaje się, że nie ma przełożenia? Bo to sport, widowisko, show? Nieprawda. Nie będę siatkarką, piosenkarką, artystką, ale mam swoje małe miejsce, gdzie chcę być najlepsza, gdzie zostawię dużo siebie. I na samym końcu, poklepię swoją płytę, pogłaskam swoje boisko. Kadziewicz mnie dziś tego nauczył.

I tyle.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | 9 komentarzy

?

Kto miał zagłosować zagłosował a ja dziękuję.

Spodziewał się ktoś takiego wyniku? ;) Ale, ale Pan Piotr ma już swoje zwolenniczki.

Ciekawość 1.2

No i +1 głos na Igę :)

P.S.: ponad 10 000 wyświetleń, dziękuję.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

MIgał4

Dzień Dobry

Początek, który jest końcem. Ale to nadal początek. Wydaje się, że może już być tylko lepiej. Będzie? :)

Zaczynam MIgał4. Nie obiecam, że za wiele dokonam w lutym, bo choć plan opowiadania gotowy nawet z ilością słów na rozdział to i tak zagrożenie brakiem czasu realne. Dziś też powinnam robić coś innego, ale uległam pokusie :) .

Niezmiennie pozdrawiam wizytujących – lubię Was :)

P.S. Dzięki Wam Migał-y pierwsze na:

LOVS

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj