Broda

Pomysł zainspirowany pewnym komentarzem pewnej Hani, którą gorąco pozdrawiam:

~Hania z Radomia pisze:

A wracając do weselszych tematów, to gdzieś przewinął się temat o tym „co żyje w brodzie Kubiaka”. Taka miniatura byłaby cudna.

Podniosłam rękawicę i efekt poniżej.

Jednocześnie wyzywam odwiedzające bloga piszące Panie: Selene, Prosaen, Little Witch, VE.

Wywołuję do odpowiedzi na pytanie: Co mieszka w brodzie Kubiaka? 

Bardzo chętnie podlinkuję wyniki, jeżeli pojawią się na Waszych stronach.

Z wyzwaniem zwracam się równocześnie do wszystkich, którzy mają ochotę.

Z przyjemnością opublikuję bądź zamieszczę odnośnik. Kontakt: otfilulu@gmail.com

Wymarzyłam brodatą antologię, która wciąż czeka na kolejne rozszerzenia.

Gdyby ktoś potrzebował dodatkowej zachęty: obiekt we własnej brodatości poniżej:

Broda

Źródło

BRODATA ANTOLOGIA

==============================================================

SELENE: CO MIESZKA W BRODZIE KUBIAKA, CZYLI RZECZ O WSZYSTKIM I O NICZYM

Nie dajcie się zwieść tytułowi! Miniatura Selene jest z pewnością o wielu rzeczach, ale w żadnym wypadku o niczym. Prawdziwa popkulturowa rozprawka o brodzie, odmienne podejście do zagadki a wyjaśnienie przekonywujące i klarowne. I dobrze napisane.

==============================================================

HANIA Z RADOMIA: CHOCHLIK NIEZGODY

Debiut pomysłodawczyni, ale jaki debiut! Od razu z wysokiego C. Z przymrużeniem oka, kpiarsko i dowcipnie rozwinięta akcja tej miniatury. Po prostu świetne!

==============================================================

VE.: CO MIESZKA W BRODZIE MICHAŁA KUBIAKA?

Słyszeliście kiedyś o dzikobusie? Nie??? Koniecznie musicie usłyszeć. Prawdziwy pasjonat brody musi wiedzieć co to dzikobus! VE. rozwiewa wszelkie wątpliwości w swojej niesamowitej miniaturce.

==============================================================

PROSAEN: GRENLANDIA 1  i GRENLANDIA 2

broda 3

Część pierwsza, świetna, nienachalna i pozostawiająca w niecierpliwym oczekiwaniu na ciąg dalszy, jak to u prosaen. Grafika również spod jej ręki. Brak słów.

Część druga, tak naturalna i swobodna. Piękna. To właściwe określenie. Zakończenie zostawia ze szmerami w sercu, Grenlandia utkwi w Was na dłużej.

==============================================================

JA: BRODA; GORZEJ JUŻ BYĆ NIE MOŻE

==============================================================

Broda

-No panowie, to jak gramy? – Kłos bawił się żółto-niebieską piłką wprawiając ją w obroty na wyciągniętej przed siebie dłoni.

-Jak to jak? Brodate dziady na młodych przebojowych – zaśmiał się Kurek przesuwając palcami po swoich gładko ogolonych policzkach.

-Mikuś, Możdżon, Wrona, Kuba, Gregor i Święty Mikołaj – wyliczał Karol wskazując po kolei zawodników – wypad na drugą stronę, będziecie bici.

-Gato, idź do nich, odświeżysz im skład – Kuraś aż zgiął się w pół ubawiony własnym dowcipem, tylko po to, by po chwili wydać z siebie żałosne stęknięcie. Kubiak, który właśnie przechodził na swoją część boiska kopnął żartownisia w wypięty tyłek.

-Święty Mikołaj odwiedza tylko grzeczne dzieci, ale dla ciebie też zawsze coś znajdzie – skomentował szczerząc zęby z gęstwiny swojej chaotycznie zapuszczanej brody – chodźcie chłopaki, przedszkolaki zostają same, będą płakać.

Tak naprawdę Michał nie był zły, przyzwyczaił się już do przycinków czy uszczypliwości i właściwie nie obchodziły go wiele. Z resztą, w trakcie zgrupowań zawsze musiały znaleźć się jakieś powody do wzajemnych złośliwości. Choćby dla higieny psychicznej należało się z czegoś wspólnie pośmiać, odreagować zmęczenie po wysiłku codziennych treningów. W tym sezonie szczególną atencją cieszyły się zarosty, obrywało się wszystkim. Począwszy od Łomacza i jego bokobrodów poprzez Mikę, który gdy się ogolił wyglądał jakby zamierzał grać w kadetach a skończywszy na kubiakowej brodzie, o której mówiono, że zapewnia stałą liczbę rudych w kadrze i nadal jest tak jakby Guma nie zrezygnował. Nic szczególnego, jak to wśród dobrze znających się kumpli.

O wiele bardziej dziwiło go, że wydawałoby się poważni sportowi dziennikarze potrafili znienacka zadać głupie pytanie w sprawie zmienionego image kapitana reprezentacji. Wypowiedział się raz, dosadnie. Jasno dał do zrozumienia, że to nie będzie tematem przeprowadzanych z nim wywiadów. A w duchu cieszył się. Cieszył się, że ma w końcu coś o czym nie musi opowiadać, że może swobodnie stwierdzić, że nie ma zamiaru się tłumaczyć, i nikt nie może mu mieć tego za złe. Przez te kilka miesięcy zastępowania Kłosa w występach przed kamerami komentował wygrane, wyjaśniał porażki, słabszą dyspozycję, zapewniał o woli walki, lawirował pomiędzy chęcią szczerej odpowiedzi a dyplomacją. I miał już dość bycia publicznym, państwowym, ogólnie dostępnym. Bo gdzie w tym wszystkim jest Michał Kubiak, którego dotąd znał? Dlaczego coraz rzadziej go spotyka? Jeżeli ta nieszczęsna broda ma być ostatnim schronieniem dla niego samego, to na pewno z niej nie zrezygnuje. Tym bardziej, że w niej właśnie zamieszkało to śmieszne uczucie, które dotknęło go wiosną podczas spaceru deptakiem wzdłuż Jeziora Zamkowego. I choć bezsensowne, lubił do niego wracać.

-Twoja Kubi! – Gregor rozdarł się jakby grali przy kilkunastotysięcznej widowni a nie w pustej hali szkoleniowej. Michał wybił się i mijając pojedynczy blok Kurka kiwnął prosto w boisko.

Wygrali. A od dawien dawna tradycją było, że pokonani ustawiają się w zgodnym rządku twarzami do siatki i oczekują karniaków. Dziś wykopywane zza końcowej linii piłki z niewiadomych przyczyn atakowały przede wszystkim Bartka. Siatkarz robił co mógł, żeby uchronić się przed kolejnymi uderzeniami, ale i tak większość pocisków sięgała celu, włącznie z potężną bombą Kubiaka, który spuentował ją z uśmiechem:

-Ho, Ho, Ho Wesołych Świąt!

Ogólne rozbawienie spotęgował widok Kurka masującego po raz kolejny tego dnia dolną część pleców. Rozgrzewka się skończyła, mogli zaczynać właściwy trening.

-Michał, zlituj się i zgól to w końcu – Monika wygięła się w objęciach męża unikając pocałunku – kłujesz, i wyglądasz jak ostatni menel.

-Nie znasz się, teraz drwale są w modzie – odparł ze śmiechem, ale wypuścił ją z uścisku – jak mała?

-Bawi się, jej też się taki nie podobasz – Monia uciekła do kuchni, po ulatujących stamtąd zapachach Michał stwierdził, że na obiad ryba. Skrzywił się, ostatnio jego żonę opanowała jakaś chorobliwa mania i poza owocami morza oraz ewentualnie drobiem na stół nie wjeżdżało praktycznie nic innego. Nigdy nie przypuszczałby, że będzie tęsknił za Anastasim i jego makaronowym szaleństwem dietetycznym. Z westchnieniem pochylił się i podniósł z kojca swoją największą radość. Córeczka uśmiechnęła się i objęła go drobnymi rączkami.

-Nieprawda! – zawołał w stronę rozstawianych z brzękiem talerzy – Poli się podobam, co nie mała? – zwrócił się do dziewczynki wyciskając głośnego całusa na jej pulchnym policzku – Tata ma zarąbistą brodę.

-Tylko jej nie podrzucaj – z kuchni dobiegł go głos Moniki.

-Nie będę – odkrzyknął. W tym samym czasie z zadowoleniem przyglądał się rozradowanej minie córki, która szybowała wyrzucana w górę przez jego silne ramiona – nawet mi to nie w głowie.

Obiad zjadł słuchając o wakacyjnych planach, w których układaniu nie brał udziału, o konieczności zakupu nowej lodówki, podczas, gdy stara, stojąca na widoku wydawała się całkiem sprawna i o historiach opowiedzianych przez teściową, które zupełnie go nie interesowały. Pochwalił rybę, mimo, że wcale mu nie smakowała i stwierdził, że jedyną przyjemnością dzisiejszego popołudnia będzie spoglądanie na zasypiającą Polę.

Siedząc przy łóżeczku córki zastanawiał się, kiedy jego życie zmieniło się w taką bezbarwną, sztuczną rutynę. Jak długo chowa siebie nawet w domu, wiecznie występując i udając. Co stało się z jego marzeniami, przecież jeszcze kilka lat temu dzielił je z Moniką. Gdzie upragnione maserati? Dlaczego urlop mają spędzić z teściami zamiast wyjechać tylko w trójkę nad jakieś egzotyczne, ciepłe morze? Od kiedy każda zarobiona złotówka ma przeznaczenie zanim zdąży wpłynąć na konto? Jak to się stało, że jedyna rzecz, która od niego zależy to ta cholerna broda. A nie tak dawno wystarczyłoby, żeby Monika krzywo na nią spojrzała, a pozbyłby się tej wątpliwej ozdoby w mgnieniu oka. Dziś zdawał sobie sprawę, że zachowuje ją miedzy innymi dlatego, że nie podoba się jego żonie. Ostatnia ostoja sprzeciwu, schronienie dla resztek swobody.

Zamknął oczy, przebiegł palcami po swojej twarzy wracając w miejsce, do którego zawędrował zupełnym przypadkiem, a które utkwiło w nim na dobre. Chociaż powtarzał sobie stale, że powinien o tym zapomnieć, nic nie był w stanie wskórać. Wystarczyło przesunąć dłonią po powiekach i znów tam był. Chłodny wiatr od jeziora i to przedziwne uczucie. Tęsknił za nim i bardzo bał się tej tęsknoty. I tego co ona z nim robi.

-A tobie co? – Monika patrzyła na niego z politowaniem stojąc w drzwiach dziecięcej sypialni.

Musiał wyglądać jak obłąkany z tym rozanielonym wyrazem twarzy obmacując własne kości policzkowe. Zirytowało go, że został wyrwany ze swoich tajnych rozmyślań. Poczucie wolności rozwiało się wraz z nagłym pojawieniem się żony. A razem z nią całego, zaplanowanego i poukładanego życia, w którego planowaniu i układaniu brał coraz mniejszy udział.

-Zastanawiałem się czy zgolić – odpowiedział obserwując z satysfakcją zwycięskie iskierki w jej oczach i to jak nagle zastępuje je zaskoczenie, kiedy kończył swoją wypowiedź – Doszedłem do wniosku, że zostawię, przyzwyczaisz się kochanie.

-Jest!!! Jest!!! – krzyczeli podskakując w kółku, ciesząc się jak opętani z ostatniej i najważniejszej wygranej.

-Mamy to, mamy!!! – Michał wrzeszczał prosto w ucho stojącego obok Miki.

I w tej chwili dotarło do nich, że to jeszcze nie koniec. Antiga wskazywał na stanowisko wideoweryfikacji.

-Co oni sprawdzają? – Kubiak machał rękami z rozbawieniem – Nic nie było.

-Jakie dotknięcie siatki? – Kurek aż się zachłysnął widząc decyzję arbitrów – Niczego nie dotknęliśmy, co to kurwa jest?

Z napięciem wpatrywali się w telebim. Było dotknięcie. Spoglądali po sobie z niedowierzaniem. Coś takiego nie miało prawa mieć miejsca, to chyba sen. Na ekranie do znudzenia powtarzany był moment kiedy ruda broda Michała zaczepia o oczka siatki. Pierwszy zaczął śmiać się Bartek.

Wygrali mimo wszystko, choć mecz potrwał o te kilka minut dłużej. Zwycięski punkt padł po ataku Michała. W autobusie Kubiak i jego broda były główną atrakcją. Podzielał wesołość kolegów, po porażce smakowałoby to zapewne inaczej, ale dziś świętowali i nic nie było w stanie zakłócić tej radości. Razem z resztą drużyny, fałszując niesamowicie wyśpiewywał stworzony naprędce cover: „Well, I’ve got thick skin and an elastic BEARD”. Żaden z nich nie był Sią, ale komu to przeszkadzało?

Gdy większość zawodników zmógł sen Michał przesiadł się na jedno z wolnych miejsc z przodu autokaru. Z uśmiechem wpatrywał się w ciemną szybę nie widząc w niej nic więcej poza swoim odbiciem. Koniec turnieju oznaczał powrót do domu, do rodziców. Będzie tam pierwszy raz od czterech miesięcy. Zawsze cieszył się na te odwiedziny, ale tym razem było coś jeszcze. Nadzieja mieszkająca w brodzie upatrywała swojej szansy. Na co? Właściciel zarostu nie miał pojęcia. Jednak tak długo jak spacer wzdłuż jeziora nie okaże się jednym wielkim rozczarowaniem, ekscytacja go nie opuści. Pogodził się z tym i polubił to uczucie. Oczekiwanie. Od dawna na nic nie czekał. Jeszcze raz obdarzył swoje odbicie uśmiechem. Pomyślał, że to głupie i zabobonne, ale z każdym tygodniem, kiedy ruda szczecina gęstniała na jego policzkach, miał wrażenie, że odzyskuje kawałek siebie samego. Niezależność, swobodę  i pewność siebie. Tą pewność, która pozwoliła mu zakończyć finałowy mecz, mimo, że na moment stał się pośmiewiskiem całej hali. A wszystkie te składowe tworzyły Michała Kubiaka, do którego przyzwyczaił się przez większość swojego życia. Ten Michał Kubiak nie byłby sobą, gdyby nie spróbował odzyskać tego niespodziewanego uczucia, jakie przytrafiło mu się w maju.

Dziewczyna siedziała na ławce wystawiając piegowatą twarz do sierpniowego słońca. Delikatne podmuchy wiatru rozwiewały jej jasną grzywkę i szarpały długie kosmyki włosów okalające jej pociągłą twarz. Wyglądała na nie więcej niż dwadzieścia trzy lata. Nie była pięknością, ale coś nieokreślonego w jej urodzie nie pozwalało mijać ją obojętnie. Może pełne usta o naturalnej różowej barwie, może dołeczek jaki pojawiał się wraz z mimowolnym uśmiechem, którym reagowała na zasłyszane rozmowy spacerujących deptakiem ludzi, może delikatność z jaką poprawiała zsuwające się na czubek nosa ciemne okulary. Było coś jeszcze, ale to dostrzec mógł tylko ktoś bardzo uważny.

Michał usiadł ostrożnie na brzegu ławki, nie chciał jej przestraszyć. Nie chciał też okazać jak bardzo się cieszy, że udało mu się ją spotkać. Tracił już nadzieję, przychodził tu codziennie, a dni do wyjazdu kurczyły się z zatrważającą prędkością. Jednak się udało. W dokładnie tym samym miejscu co ostatnio, za pierwszym razem.

-Na długo pan przyjechał? – spytała nie odwracając głowy.

-Skąd wiesz, że to ja? – odpowiedział pytaniem nie mogąc uwierzyć, że go rozpoznała zanim zdążył w jakikolwiek sposób zasygnalizować swoją obecność.

-Sposób w jaki pan usiadł, kroki, ma pan bardzo specyficzny rytm, wystarczy umieć słuchać – uśmiechnęła się z twarzą nadal wystawioną ku słońcu – To jak długie te wakacje?

-Właściwie pojutrze wyjeżdżam, kolejne zgrupowanie – zapatrzył się w pływającą po jeziorze żaglówkę – to jakby twoje miejsce, prawda?

-Lubię tu być, nikt nie zwraca na mnie uwagi, a ja dowiaduję się co dzieje się w mieście. Nawet pan nie wie jaki Wałcz jest ciekawy, kiedy poznaje się go z urywków rozmów ludzi, którzy tędy przechodzą.

-Czasem jednak ktoś cię zauważa – stwierdził urażony. Tak się przecież poznali.

-Raz, w maju – odparła, dołeczek ponownie ozdobił jej policzek – od tego czasu przychodziłam tu wiele razy, ale pana nie było, więc i nie było komu mnie dostrzec.

-To może popatrzyłabyś na mnie, możesz mnie już nie pamiętać – poprosił cicho przerażony własną śmiałością, a jeszcze bardziej radością jaką sprawiła mu jej uwaga.

-Na pewno? Ostatnio nie był pan zadowolony – odwróciła się powoli i wyciągnęła przed siebie dłonie.

-Na pewno – próbował nie zdradzić, że się uśmiecha, starał się brzmieć poważnie.

Dotknęła jego policzka, pamiętał to dziwne wrażenie, ślad przesuwanych po skórze palców. Tak różny od pieszczoty, a równocześnie podobnie ekscytujący. Zarysowała opuszkami jego kości policzkowe, przemknęła po powiekach i nosie, dłużej zatrzymała się na górnej wardze, a potem zsunęła rękę niżej i zamarła. Pokręciła głową, a po chwili obie dłonie ujęły jego twarz zagłębiając się w gęstej brodzie. Zaśmiała się głośno, radośnie. Patrzył na to z przyjemnością.

-Czy nadal wydaje ci się, że jestem nudny i przeciętny? – spytał przytrzymując jej ręce. Nie oparł się pokusie i pogładził piegowatą skórę.

-Nie powiedziałam tego – zaprzeczyła marszcząc brwi – powiedziałam, że nie mogę znaleźć w pana twarzy żadnej nieregularności, która pozwoliłaby mi ją odtworzyć w głowie. Dokładnie pamiętam swoje słowa, mówiłam, że tylko tak jestem w stanie sobie kogoś wyobrazić wystarczająco dokładnie chociaż go nie widzę.

-A teraz? – nadal przykrywał jej dłonie swoimi, nie wyrywała się, ale czuł jak drży. Oboje wiedzieli, że to nie jest zupełnie bez znaczenia. Że to nie jest zainteresowanie okazane biednej niewidomej, której upadła skrzętnie skrywana biała laska turlając się tuż pod nogi przechodzącego obok, obcego mężczyzny. Gdyby tak było on nie zapuszczałby brody, nie zgodziłby się, żeby zamieszkała w niej ta nadzieja. A ona? Jej by tu dziś nie było.

-A teraz jesteś Michałem – szepnęła.

-To dobrze, walczę o niego i zależy mi na tym żeby dla ciebie nim być, i żebyś mnie zapamiętała – przyglądał się jak rumieniec powoli wypływa na jej policzki. Kolejny szczegół, który sprawiał, że była piękna. On zapamiętał ją taką od pierwszego wejrzenia.

==============================================================

Gorzej już być nie może

-Ok Marcin pokazuj co tam masz – trzy krótko ostrzyżone męskie głowy odwróciły się w kierunku środkowego reprezentacji, który dopiero teraz pozwolił sobie na nikły uśmiech wykładając na stół waleta kier i treflową dziewiątkę.

-No niech cię zaraza, znów wygrałeś – Kubiak poczochrał gęstą brodę i z rezygnacją przesunął kilkanaście monet w stronę swojego współlokatora.

-Kurwa, przecież ty jeszcze przed chwilą nie wiedziałeś co to Texas Holdem, myślałeś, że jakiś horror. Ja nie mogę, cholerne szczęście amatora – pieklił się Kurek, który przegrał o wiele więcej i to po raz trzeci z rzędu.

-Bartoszu, nakłaniam do okiełznania temperamentu, po cóż te nerwy? – Możdżonek nawet nie podniósł wzroku zaabsorbowany układaniem pięcio- i dziesięciogroszówek w równe stosiki i równoczesnym drapaniem się po kolanie – przypominam, że to był twój pomysł, przypominam i cytuję: „musimy się zrelaksować’. Relaksuj się zatem, albowiem ciężki był dzień.

-No właśnie, dobrze, że przypominasz – Kurek wyszczerzył się do siedzącego po jego prawej stronie Nowakowskiego – Piotrula, rozdasz w końcu to skitrane piwo, czy mam cię zniewolić? Jeśli chcę się rozluźnić to muszę wchłonąć jakiś odrdzewiacz.

Piotrek swoim zwyczajem nie odpowiedział, podniósł tylko rozpostartą dłoń w geście wymuszającym spokój i sięgnął do schowanego pod krzesłem plecaka. Zaczepiając jeden kapsel o drugi z wprawą otwierał kolejne butelki i podawał zgromadzonym w hotelowym pokoju kolegom. Kiedy w końcu został z ostatnim, czwartym piwem, którego nie miał już jak otworzyć rozejrzał się bezradnie pocierając potylicę nerwowym ruchem.

-Dawaj sieroto – Michał wyciągnął rękę w poprzek stołu i po chwili zakrętka odskoczyła w jego niedźwiedziowatej dłoni.

-Trzymaj i rozdawaj, może jeszcze coś mi się dziś uda – stwierdził oddając Nowakowskiemu butelkę – przynajmniej wiem, kiedy Kuraś ma kartę.

-Kija wiesz, poza tym jakie to ma znaczenie, jak ten tam, wielkolud, zbiera pulę za pulą – zaperzył się Bartek wskazując ruchem głowy nadal porządkującego swoją wygraną Możdżonka.

-Wiem, wiem – śmiał się Kubiak – drapiesz się za każdym razem jak ci się zdaje, że masz nuts’a.

-Drapię się, bo mnie swędzi – Kurek, który rzeczywiście zdradzał się przy każdym lepszym układzie kart, postawił na niepodważalną logikę – pocięły mnie komary podczas wieczornej przebieżki. Co to za pomysł był w ogóle, bieg po lesie?

-Nikt ci nie powiedział, że nie będzie lekko jak cię natchnęło do bycia siatkarzem? – Marcin chrząknął sprawdzając, co tym razem kryją jego dwie karty – teraz, zaprawdę powiadam ci, będzie jeszcze gorzej, po tej dzisiejszej odprawie.

-No. Tu niektórzy robią ruchy, żeby się załapać do kadry na olimpiadę, kluby zmieniają, żeby grać a nie siedzieć – Kubiak spojrzał zezem na zupełnie nieporuszonego jego stwierdzeniem Możdżona – a nam jeszcze do tej wycieczki cholernie daleko. Takich statystyk od Oskara już dawno nie dostałem – stroskany poskrobał się po brodzie.

-Ani ja – przytaknął mu Kurek, który w ostatniej chwili powstrzymał się, żeby nie wyjawić zdemaskowanym gestem, że znów ma niezłe rozdanie.

Nowakowski tylko smutno pokiwał głową, a następnie, jako dealer wyłożył na stół czwartą kartę uzupełniając flopa. Zaczęła się kolejna runda licytacji.

-Ale jest jeszcze trochę czasu, zdążymy formę wypracować – podjął po chwili Kuraś. Trudno było im uciec od tematu, który był przyczyną ich dzisiejszej niesubordynacji. Karty, alkohol i zarwana noc.

-Bartku? – Możdżonek zawiesił na moment głos i w zadumie podrapał się po ramieniu – Z tym pytaniem zwracam się do ciebie. Czyżbyś nie dostrzegł tego co my w tych pięknych, kolorowych slajdach?

-Skracając – wtrącił się Kubiak ponownie przeczesując brodę – nie ma elementu, gdzie nie musimy podciągnąć. A do tego co pokazywaliśmy na mistrzostwach to już w ogóle. Marcinowi chodzi o to, że jest kupa roboty w dwa miechy, a nie tylko szlifowanie formy.

-Dokładnie – zgodził się środkowy. Na stole wylądowała ostatnia karta.

-No dobra, gorzej już być nie może! – Kurek ze złością rzucił swoją parą ósemek o podłogę. Mimo, że miał mocnego fulla i tak przegrał z karetą Marcina – Dostaję baty w pokera od takiego leszcza, statystyki mam jak za juniora, a reszta ekipy nie lepsze, zatem jeżeli to dno, to już można się tylko odbić – rozejrzał się po przyjaciołach oczekując potwierdzenia.

Kubiak i Możdżonek pokiwali głowami, Nowakowski z nieobecnym wyrazem twarzy przyglądał się czemuś, co przed chwilą wypadło Michałowi na stół.

-Powtarzam, będzie lepiej, bo gorzej już być nie może! – Bartek wpadł w wybitnie bojowy nastrój, nawet fakt, że wygłaszając te słowa drapał się pod pachą nie umniejszał ich wagi.

I wtedy po raz pierwszy tego wieczoru głos zabrał Piotrek. Wskazując na podniesione z blatu i rozgniecione na paznokciu żyjątko stwierdził:

-Wiesz co Kubiak? Ty to chyba masz pchły.

Ciąg dalszy by Hania z Radomia: CHOCHLIK NIEZGODY

==============================================================

34 odpowiedzi na „Broda

  1. ~Kyane pisze:

    O mój Boże, ależ się obśmiałam! I śmiałam, i miałam nad czym zastanowić i nawet rozczuliłam, gdy Kubi podrzucał córkę mówiąc zupełnie co innego żonie. Typowy tatusiek :3 Możesz być pewna, że jak tylko czas mi pozwoli, poczytam resztę!

    • otfilulu pisze:

      Będzie mi bardzo miło, jeżeli skusisz się tu jeszcze na coś. A jeśli Ci się spodoba, to byłaby nobilitacja, bo po przeczytaniu Fobii, bardzo krytycznie spoglądam na swoje wypociny.
      A Brodata Antologia to była świetna zabawa, która wcale nie musiała się skończyć, choć Kubiak z szalonej brody dawno już zrezygnował.

  2. ~Little Witch pisze:

    A ja dopiero dzisiaj to zauważyłam!!!

    • otfilulu pisze:

      A to nic nie szkodzi. Jeżeli tylko jest chęć i pomysł to wyzwanie nadal aktualne. Robić już miejsce nad Selene? :)

  3. ~Hania z Radomia pisze:

    Nie widzisz? To wystaje macka Latającego Potwora Spaghetti!
    Bo wtrącenie o makaronie nie było przypadkowe :D
    Fullcap nie durszlak, ale Kubi robi wszystko co jest możliwe, żeby być jak najbardziej koszerny :D

    • otfilulu pisze:

      No nie zauważyłam :(
      Zasadniczo nie jestem w stanie określić co, kto i skąd wystaje, bo całą moją uwagę pochłania za każdym razem ten stylowy, walący po oczach daszek.

    • otfilulu pisze:

      Broda, broda i po brodzie, ale, że skłoniła do napisania kilku fajnych rzeczy z Grenlandią na czele to mu wspaniałomyślnie wybaczam ;)
      Z resztą nie czarujmy się, Dziku nad tym zarostem nie panował. Teraz nie panuje nad nowymi okularami, które mu zabierają pół twarzy ;)
      Poza tym pytanie aktualne w czasie przeszłym: „co mieszkało…” i zakładam, że przyszłym „co zamieszka…” Na zimę zarośnie.

  4. ~Hania z Radomia pisze:

    Niestety nie udało mi się powstrzymać weny, przysiadłam i napisałam.
    I przepraszam za to, co upisałam. Wiem, że jest źle.
    W każdym razie, krótko i na temat: http://et-magna-gloria.blogspot.com/2015/07/chochlik-niezgody.html
    moja interpretacja brody.
    Jeszcze raz przepraszam

    • otfilulu pisze:

      Normalnie Cię uduszę! Za co przepraszasz? Że jest dowcipnie i z przymrużeniem oka? Że jest sprawnie i na temat? Że się nie da nie śmiać przy tym opowiadaniu? Że Możdżonek jest nie do podrobienia? A Gregora i Janki chce się tylko więcej?
      Taaak masz rację, nie powinnaś tego publikować, tego komentarza z przeprosinami za świetny debiut.
      Zdenerwowałam się.
      A w ogóle to DZIĘKUJĘ :)

  5. ~prosaen pisze:

    no cóż, podejście Bartka jest bardzo słuszne. a skoro w brodzie zamieszkały pchły, to może trzeba wysłać Michała do tej pani weterynarz…? :>

    • otfilulu pisze:

      Be my guest :) Nie widzę przeciwwskazań, żeby, jeżeli ktoś ma ochotę, pociągnąć wątek dalej.
      Ja Dzika zapchliłam :) Ktoś chętny do dezynfekcji? :> :> :>

  6. ~selene pisze:

    Miałam napisać, że Pan Piotr w tej miniaturze jest jak Kosoczek w moim opowiadaniu, pasywny i otumaniony, i że to chyba powoli staje się domeną naszych środkowych, a tu proszę, wypowiada jedno jedyne zdanie i totalnie miażdży system. Od razu przypomina mi się Igłą szyte i wszystkie jego legendarne teksty :)
    Uwielbiam kwiecistą mowę Marcina! W jego brodzie na pewno siedzi mądrość i elokwencja, co do tego nie mam żadnych wątpliwości ;)
    No i kolejna genialna brodata teoria. Pół żartem, pół serio :)

    • otfilulu pisze:

      Li i jedynie żartem :)
      Chłopaki nie są w tragicznej formie i na pewno kładą się grzecznie do łóżek zamiast wysiadywać po nocach (przypominam, że w kadrze od dawna nie ma Kadzia, więc nikt nie wodzi na pokuszenie).
      Cieszę się, że Możdżonek się przyjął, a Pan Piotr musiał być cichy, żeby przemówić z pełną mocą. A w ogóle jakby to głupio nie zabrzmiało, to te pchły za mną chodziły, gif od prosaen nie został wybrany przypadkowo ;)

      • ~selene pisze:

        Okej, Pani Prezes, melduję wykonanie zadania. Nie jest to nic długiego ani tym bardziej odkrywczego, i nie może równać się z poprzednimi wspaniałymi miniaturami, bo najpewniej odpadłoby w przedbiegach. Jest o wszystkim i o niczym, jak głosi tytuł. Efekty tutaj:
        http://otworz-swoje-serce.blogspot.com/2015/08/broda-dodatek-specjalny.html

        • otfilulu pisze:

          Najlepsze w tym wszystkim jest to jak każdy, kto podejmuje radomskie wyzwanie zupełnie inaczej je interpretuje. Różne klimaty, style i nawet poważę się stwierdzić: gatunki. Idealnie wpisujesz się w tą różnorodność i istotnie ją uzupełniasz. I kompletnie się nie zgadzam, że Twoja rzeczowa miniatura jest o niczym, o Niczym już prędzej :).

  7. ~VE. pisze:

    Druga próba w Twoim wykonaniu równie udana co pierwsza. Umarłam przy puencie. :D
    Haniu z Radomia, gorąco dziękuję za Twój pomysł, bo dzięki temu mam świetną zabawę! I pewnie nie tylko ja :)

    • otfilulu pisze:

      Przyłączam się do podziękowań, nawet nie myślałam, że będę mieć tyle radochy z tych opowiadań – przede wszystkim Waszych.

  8. ~Hania z Radomia pisze:

    Na Teutatesa, naprawdę jesteś kobietą wielu talentów!
    Nie dość że znasz się na pokerze, elektryczności (chciałam napisać coś bardzo mądrego z okazji Elektrolizy [widzę olbrzymi potencjał i wyglądam kontynuacji z niecierpliwością] , ale po co pisać dwa komentarze, skoro można jeden :) ) to jeszcze na translacji języka polskiego na specyficzny dialekt Marcina Możdżonka :P
    Poza tym czuję się hmm… przytłoczona (ale w ten pozytywny sposób) odbiorem brodatej akcji. Sama zdecydowanie nie będę pisała nic, bo zamiast czegokolwiek sensownego wyjdzie mi raczej gwałt na słowach.
    Poza tym dzisiaj śniło mi się, że pojawi się tu coś nowego i jak widać myśl stała się ciałem :)

    Hania

    • otfilulu pisze:

      Święcie wierzę, że to dopiero początek i jeszcze opowiadań przybędzie na tej stronie. I to nie moich.
      Nigdy nie wiadomo kogo i kiedy złapie pomysł.
      Jako inicjatorka akcji możesz być z siebie dumna :)
      I ja się na niczym nie znam, po prostu dobrze udaję :)

  9. ~eni pisze:

    Cuuuudo! Jak nie cierpię bród (w tym tej Kubiakowej) i w ogóle zarostu, to tą miniaturkę uwielbiam :D

  10. ~VE. pisze:

    Kocham tę minaturkę, po prostu kocham. Kto by pomyślał, że w oparciu o zwykłą brodę można stworzyć taką historię> Chylę czoła zarówno Tobie, jak i autorce tego pomysłu, niejakiej Hani z Radomia. :)
    I kto wie, może także się przyłączę? To całkiem ciekawy pomysł, warty kilku, jak nie kilkunastu historii o niego opartych. Mam tylko nadzieję, że mi się uda i nie zepsuję zabawy. :)
    Pozdrawiam serdecznie! :)

  11. ~prosaen pisze:

    ja nie wiem, co się dzieje, dzisiaj jest jakiś dzień z brodą Kubiaka. w sumie, zaszczyt mnie kopnął, mój własny gif inspiruje najlepsze pisarki do miniatur. a już tak skupiając się na samym tekście, bardzo mi się podoba ta interpretacja – Michał chowający się w brodzie. i z tym dotknięciem siatki to fajny pomysł.
    nie jestem nawet pewna, czy ja to wszystko piszę z sensem.

  12. ~selene pisze:

    O rety, co ja tutaj widzę! :) Twoja wyobraźnia wydaje się być studnią bez dna, bo dywagacji na temat kubiakowej brody chyba jeszcze w blogosferze nie było. Broda będąca manifestem tożsamości i niezależności? Czemu nie!
    Anyway, wywołana do tablicy odpowiadam – postaram się pociągnąć ten łańcuszek dalej, jednakże nie wiem jeszcze do końca jak i kiedy, bo ostatnio jestem w jakimś mega kryzysie i mam negatywne nastawienie do wszystkiego co wychodzi spod mojej klawiatury/długopisu. Coś jednak w głowie zaczyna mi kiełkować, ale bardzo prawdopodobne, że podążę w zupełnie innym, nieco bardziej humorystycznym kierunku. Nic nie poradzę na to, że wytwór okalający twarz Pana Kapitana budzi we mnie przede wszystkim zabawne skojarzenia ;)

    • otfilulu pisze:

      Mam nadzieję, że się przemożesz i coś powstanie. I właśnie będzie super jeżeli na wesoło i w innym stylu.
      Zakładam, że ile osób tyle wytłumaczeń na ten jak to ładnie określiłaś: wytwór. Czekam z niecierpliwością aż Twój pomysł wykiełkuje.
      Przy okazji, doskonały czasownik w związku z hasłem przewodnim :)

  13. ~Hania z Radomia pisze:

    Pierwsza! I nobilitowana byciem inspiracją ;) za co serdecznie dziękuję.
    Broda jako przetrwalnik dla własnej osobowości i emocji. I to jest wytłumaczenie!
    Choć wydawało mi się, że widziałam tam Chochlika. A może to były tylko zakłócenie sygnału z Rio… ;)
    A miniaturka jest doskonała, jak wszystko co wyjdzie z pod Twojej ręki. Jak zwykle zmusza do refleksji i nie pozwala przejść obojętnym… A poza tym jest świetną, dającą nadzieję odtrutką na emocje związane z wczorajszym meczem :)
    Również pozdrawiam gorąco.
    Hania

    • otfilulu pisze:

      Cieszę się, że się spodobało i naprawdę mam nadzieję, że to dopiero początek i jeszcze zasypią Cię brodate miniatury.
      Sama nie mówię ostatniego słowa, bo alternatywne rozwiązanie zagadki mam w zanadrzu :)
      A chłopaki się pozbierają i Wagner będzie nasz!

      • ~Hania z Radomia pisze:

        Już z niecierpliwością zacieram ręce.
        I mam nadzieję, że Panowie się podniosą, ruszą z kopyta i nie tylko Wagner, ale i Puchar będzie nasz ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>