Looking too closely

Dmuchawce - moodboard

Dmuchawce – moodboard

Źródła zewnętrzne: Riwaa Nerona – Gorsety; Claude Monet – Dandelions; Erwin Olaf – Pearls; Stanisław Wyspiański – Kwiaty Mniszka; Greg Kadel – Yael Naim; Sylwia Całus – Wisior z Dmuchawcem

1.

Winda ze zgrzytem zatrzymała się na szóstym piętrze wypuszczając Beatę ze stalowego brzucha i ignorując nadal podświetlony przycisk oznaczony ledwie widoczną dziewiątką. Blaszanemu pudełku sił starczyło jak zwykle jedynie na część dystansu. Porysowane kluczami i poznaczone flamastrami drzwi zasunęły się za dziewczyną z przeraźliwym piskiem. Beata zdjęła szpilki, westchnęła i powoli zaczęła pokonywać schody dzielące ją od kolejnej kondygnacji modląc się w duchu, żeby nie spotkać po drodze żadnego z śpieszących do pracy sąsiadów.

W przedpokoju potknęła się o rozrzucone na podłodze buty. Zaklęła głośno i zapominając o upragnionej kąpieli z impetem otworzyła przeszklone drzwi małego pokoju. Pogrążone w półmroku pomieszczenie przesycone było charakterystycznym zapachem wypalonych skrętów, przez który mimo wszystko zdołał przebić się słodkawy odór wymiocin. Beata, ostrożnie lawirując pomiędzy walającymi się na dywanie ubraniami i pustymi puszkami po piwie, dotarła do okna. Gwałtownym szarpnięciem rozsunęła zasłony. Promienie wschodzącego słońca zalały sypialnię wydobywając z ciemności jeszcze większy bałagan: przepełnioną niedopałkami popielniczkę, przewróconą butelkę wódki, kałuże zaschniętego piwa, parę męskich butów. Spod rozburzonej pościeli skotłowanej na wąskim łóżku wystawały dwie rozczochrane głowy. Beata otworzyła okno na oścież, wpuszczając do pokoju zimne, październikowe powietrze a następnie energicznym ruchem ściągnęła kołdrę z splątanej w uścisku pary.

– Wstawajcie! – krzyknęła nad uchem dziewczyny uciekając jednocześnie wzrokiem od nagich pośladków obejmującego śpiącą chłopaka.

– Ewa! Wstawaj! – powtórzyła potrząsając nastolatką, a kiedy ta otworzyła oczy, mrużąc je i zasłaniając dłonią, chwyciła ją za ramię i przemocą wyciągnęła z łóżka.

Następnie sięgnęła po stojącą najbliżej napoczętą puszkę piwa i wylała jej zawartość na głowę ledwie co obudzonego chłopaka.

– Pięć minut i cię nie ma. Rozumiesz? – wrzasnęła nie panując nad głosem. – Pięć minut, ani minuty dłużej. Zbieraj swoje zawszone łachy i znikaj albo dzwonię na policję. Ona jest nieletnia!

Wciąż trzymając rękę niezupełnie przytomnej Ewy w mocny uścisku Beata pociągnęła dziewczynę za sobą z trzaskiem zamykając drzwi pokoju. Wyprowadziła nastolatkę do kuchni i siłą posadziła na krześle. Pochyliła się nad nią, złapała za ramiona, nabrała powietrza gotując się do kolejnej awantury. I nagle zdała sobie sprawę, że w głowie ma zupełną pustkę, że nie wie, co powinna powiedzieć, co takiego wykrzyczeć. Czy jest jeszcze coś, czego jej siostra od niej nie usłyszała?

– Co? Nie będzie pogadanki? – Ewa popatrzyła na nią kpiąco. – Lubię słuchać jak mówisz mi o dobrym prowadzeniu. Właśnie ty.

– Nie będzie. – Beata opadła bezsilnie na kolana. Krzyk, który przed momentem utknął w jej krtani przeobraził się w ledwie słyszalny szept.

– Ubierz się, ogarnij jakoś. Musisz iść do szkoły, nie możesz znów opuścić zajęć, musisz iść. – Nie zabrzmiało to jak rozkaz. To była prośba, bezradna i słaba i jako taka musiała zostać odrzucona.

– Nie będziesz mi mówić, co mam robić, nie jesteś moją matką. – Ewa podniosła się z krzesła górując nad siostrą, spoglądając na nią wyzywająco. – Dzięki tobie jej nie mam.

Beacie pociemniało przed oczami. Ból, tak samo dotkliwy za każdym razem, gdy padało to oskarżenie. Nigdy niegasnący wyrzut sumienia, na który nie było dobrej odpowiedzi. Znów wróciła myślami do tamtego dnia.

Mama, choć ponaglana przez ojca czekającego już przy drzwiach, wciąż waha się, czy nie zostać z Ewką. Gorączka utrzymuje się zbyt długo, i ten kaszel, żeby to nie było przypadkiem zapalenie płuc. Chyba zostanie, niech tata jedzie do dziadków sam. Beata zapewniająca, że wszystkim się zajmie, że nie są małymi dziećmi i dadzą sobie radę. Ostatnie obietnice, ostrzeżenia, napominanie, że antybiotyk trzeba zażywać co sześć godzin. Ostatni pocałunek, ostatnie stroskane spojrzenie. Radość, że w ten weekend w końcu będzie można zaprosić ich do siebie, prawdziwa impreza, kto wie, może on też przyjdzie? Ewa zamknięta w swoim pokoju, przekupiona wizją bezpłatnych karnetów na cały sezon. Wyśniony wieczór, bajka z księciem w roli głównej, szarmanckim, urzekającym, wymarzonym, prawdziwym królewiczem. Poranek. Beata, wciąż pijana szczęściem odbiera telefon. Ten telefon, który zmienia w ułamku sekundy wszystko. Baśń staje się koszmarem ciągnącym się bez końca. Wypadek. Na miejscu. Bez szans. Przykro nam. Każdemu jest przykro. Zostały same. A to, co pamięta najlepiej, to że ostatnie słowa skierowane do mamy były kłamstwem. „Należy wam się odpoczynek, ja też mogę czasem zrobić coś dla was, nie dla siebie.”

– Rusz się, dzwoni, chyba twój. – Głos Ewy wyrwał Beatę z odrętwienia.

Rozejrzała się po kuchni w poszukiwaniu torebki. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że musiała zostawić ją w przedpokoju. Dziewczyna podniosła się z kolan i pośpiesznie wyszła z kuchni. O tej porze dzwonić mogła tylko jedna osoba. On nie znosił czekania.

– Przepraszam, byłam w łazience – odebrała stając na palcach przed lustrem i odruchowo poprawiając włosy.

Jakby mógł ją zobaczyć. Taksując od góry do dołu, zwracając uwagę na niedokładny makijaż lub wymiętą sukienkę. Krzywiąc się na brak szpilek. On nie zezwalał na niedoskonałości.

– Powiedz mu, żeby załatwił bilety na niedzielę. – Ewa wyjrzała z kuchni zachowując się tak jakby dzisiejszego ranka nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. – Najlepiej w VIP-ach, w końcu jest cholernym prezesem Zaksy.

Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Looking too closely

  1. ~VE. pisze:

    Wzajemne oskarżenia są trudne. Sprawiają ból, mimo że często są podyktowane jedynie nagromadzonymi emocjami i nie mają nic wspólnego z prawdą. Ale czasem inaczej się nie da, mimo że potem w większości się ich żałuje. Cóż.
    Tutaj także czekam.

  2. ~Greenberry pisze:

    Szczęka gdzieś pod stolikiem.
    Trudne, skomplikowane. Dużo bólu, wzajemnych oskarżeń, wszystko gdzieś trochę zamiecione pod dywan, ale wyłazi, nerwy napięte jak postronki.
    A to wszystko w najlepszym wydaniu, przyciąga czytelnika, nie da się nie wrócić. Nie da się zapomnieć. Nie da się nie myśleć.
    No i Świder. Uwielbiam!
    [wróciłam wreszcie]

    • otfilulu pisze:

      [WRESZCIE] Byłaś oczekiwana, wypatrywana i dobrze, że jesteś. Ja sobie regularnie zaglądam do Ciebie i czekam, czekam. Najgorsze co może być to niedokończone dobre opowiadanie o Kubiaku :)

  3. ~selene pisze:

    Niesamowicie przyciągające są te obrazki powyżej. Lubię na nie patrzeć i wyobrażać sobie, jaką historię mogłyby opowiedzieć. Pewne jest tylko to, że zabierasz nas w mrok. Tu również jest pełno znaków zapytania, ale ten jeden rozdział ukazuje nam już ułamek pewnej perspektywy i pobudza wyobraźnię, niezależnie od tego która jest godzina ;) [tak, też bywam nocnym markiem, ale dzisiaj wyjątkowo sen nie chce przyjść, bo to chyba już ten moment, kiedy zaczynam się stresować ćwierćfinałem]

    • otfilulu pisze:

      Aż mi się nie chciało wierzyć, że to Ty o takiej porze. Ale nick zobowiązuje do szwendania się po nocy, czyż nie?
      Tu to wiem, że będzie ciężko, źle i trudno – dlatego kusi jak nie wiem. Dziękuję za dobre słowo i miło, że grafika zaciekawia. A jak wpadnie Ci do głowy własna wersja z gorsetami w roli głównej to się, bardzo proszę, nie krępuj.

  4. ~Hania z R. pisze:

    Odzywająca się po latach (?) tragedia, wyrzuty i oskarżenia. Kompletny upadek rodziny, z apodyktycznym panem Świderskim w tle. Wspaniale.
    Jak zwykle wychodzą Ci spod klawiatury dojmująco realistyczne portrety psychologiczne, aż chce się czytać. Choć każde przeczytane zdanie będzie zapewne zmiatało z powierzchni ziemi. Głupio to zabrzmi, ale nie mogę się doczekać kontynuacji o ile będzie miała miejsce.
    Więcej nie umiem napisać, zwłaszcza kiedy w rozdziale każdy wyraz drży od gniewu, żalu i wzajemnej nienawiści teoretycznie najbliższych sobie ludzi.

    Cura, ut valeas.

    • otfilulu pisze:

      Strasznie się cieszę, że Ci się podoba, tutaj jest chyba najwięcej „pod spodem”, aż strach w tym grzebać.
      Tylko że, cholera, zabrnęłam w ślepy zaułek. Nigdzie nie widzę zakończenia, że o jakimś środku na więcej niż trzy rozdziały nie wspomnę.
      Cóż, nie ma wyjścia, muszę wysiadywać dalej i czekać cierpliwie. Bo do rozwoju którejkolwiek kropki trudno zaliczyć sen o Kurku przy którym puściła mi się krew z nosa a on się ze mnie śmiał… :/
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>