Zmęczenie materiału

Dzień Dobry,

pewna bardzo mądra dziewczyna, którą udało mi się nabyć do wąskiego grona przyjaciół, podarowała mi książkę. Wręczając ją, wypowiedziała zdanie, które z miejsca trafiło do mojego podręcznego zbioru zasad.

„Jeżeli coś Cię uwiera, to masz trzy wyjścia: dopasuj się, zaadaptuj; zmień to, przezwycięż albo przestań marudzić i po prostu to zostaw.”

Książką było „Siedem nawyków skutecznego działania”, działo się to jakoś w czerwcu ubiegłego roku.

Nie mam zamiaru rozpisywać się tu o Covey’u, autorze „siedmiu”, o jego filozofii i systemie. Nie jestem do tego odpowiednią osobą, ani nie jest to właściwe do tego miejsce. Żeby jednak dojść do puenty tego wpisu, muszę wspomnieć o kręgu zainteresowań i kręgu wpływów. Pierwszy obejmuje wszystko co mnie dotyka, ciekawi, czym chcę bądź muszę się zajmować, drugi – to podzbiór tych elementów, które umiem i mogę kształtować, sterować bądź zmieniać. W ogromnym uproszczeniu: im więcej pozycji z kręgu zainteresowań obejmuje moja strefa wpływów tym bliżej do zadowolenia, spełnienia. Szczęścia? Tak.

Za radą przyjaciółki przekułam „chcę” na „mogę”. Pewnego wrześniowego wieczoru wypuszczając w powietrze tandetny, chiński lampion i patrząc jak szybuje coraz wyżej nad ciemnym, spokojnym morzem, postanowiłam, że nie będę się przystosowywać ani nie będę walczyć i zrobię to, czego tak naprawdę pragnę. Mam na to wpływ. Ja. Nikt inny. Wchłonęłam coś więcej ze swojego kręgu zainteresowań.

Zostawiłam, pokonując obawy i przeciwstawiając się bliskim: dobrą pracę, która zamiast dawać mi satysfakcję zaczynała męczyć, miasto, gdzie nawet po pięciu latach nadal czułam się obco i źle, mieszkanie, którego i tak nie zdążyłam umeblować po swojemu. Spakowałam się do kartonów i walizek, zostawiając przy okazji jeszcze kilka przedmiotów, których istnienie było mi obojętne, parę złych książek i przykrych wspomnień. Najtrudniej było mi rozstać się z tym, czego już nie ma, ale i to zrobiłam.

Teraz jestem tu. Wszystko potoczyło się szybciej i łatwiej. I nawet lepiej niż sobie wyobrażałam. Morze jest blisko, jadąc do niego mijam wiatraki. Uśmiecham się.

I na razie nie piszę. Świat mnie zagarnął. Muszę go poukładać, poukładać się z nim. Zawalczyć o swoje miejsce. Znów się sprawdzić, coś udowodnić i poprawić angielski. I nauczyć włoskiego, i rower kupić wreszcie, i odszukać te grzybne miejsca w lesie, i z przekonaniem zacząć wołać „dawaj, Treflu, dawaj” (no chyba, że Lubin przyjedzie, to wtedy nie), i odwiedzić Westerplatte po raz setny, a po raz dwusetny powtórzyć, że nie znam piękniejszej starówki. A jeszcze grill, i meble do ogródka, bo przyjdzie wiosna i przyjadą wszyscy ci, których wcale nie zostawiłam tak bardzo. A morze? Morze okazuje się bardzo czasochłonne. Latawiec potrzebuję.

no3

no

no4

no5

Informacje o otfilulu

Nie ma wiele do powiedzenia: jestem sobie.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Zmęczenie materiału

  1. ~prosaen pisze:

    Jesteś bardzo odważna, że tak zrobiłaś i bardzo się cieszę, że wzięłaś sprawy w swoje ręce. A Gdańsk to najlepsze miejsce w Polsce, więc mam nadzieję, że jest Ci tutaj dobrze pod każdym względem :)

    • otfilulu pisze:

      Dziękuję :) A jest mi tu na tyle cudownie, że pierwszy raz w życiu trochę mi smutno, że musiałam wrócić do domu na Święta. Bo tak daleko do morza.

  2. ~E. pisze:

    Dopiero od nie dawna odkrywam twój blog, twoja czesc duszy, ktora wkladasz w każde nawet proste słowo. :)

    Tak nie dawno tu trafiłam, a teraz czytam ze robisz sobie przerwę, zmiane, od wszystkiego w sumie :) i dobrze, czasem warto odetchnac. Uda sie? Niby skad to wiem? Nie znam Cie, racja, ale przeciez rzucenie od tak wszystkiego potwierdza odwagę, ktorej na pewno Ci nie brakuje, a masz wiele pomysłów.. to juz wyczytałam tutaj ;) i stad do wiem.

    Niedościgniona. Pasuje do Ciebie to określenie.

    Nikt chyba mna tak nie wstrząsnął.. piszesz cos w rodzaju poezji, ktorej nikt i nic nie przebije ..

    Wrócisz. Bo takich, ktorzy czekają z utęsknieniem na Ciebie, jest wiecej..

    A jesli nie, to tu bedziesz juz zawsze :)

    Dziękuję, ze wpisujac pare slów w google, szukajac czegos czego nawet nie pamietam, trafilam tutaj :)

    • otfilulu pisze:

      A ja dziękuję, że przypadek Cię tu sprowadził. Te komentarze zostawione to tu to tam to prawdziwa niespodzianka i radość dla mnie.
      I oczywiście, że wrócę, mam rozpaprane opowiadanie, które muszę dokończyć i chyba jakiś pomysł na miniaturę. Z pewnością to nie jest moje ostatnie słowo, choć nie wiem, kiedy padnie tu następne.
      Pozdrawiam i choć dziękowałam Ci już kilkakrotnie robię to znów, bo naprawdę poczułam się wyższa czytając tyle miłych słów.

  3. ~eni pisze:

    Trzymaj się Kochana!
    Powodzenia i dzięki za wszystko, czym do tej pory się z nami podzieliłaś ^_^

    • otfilulu pisze:

      Trzymam się, oczywiście, że się trzymam :) I nie ma za co dziękować, bo jakby dawno temu nie pojawiła się pewna zadziorna eni, znana w pewnych kręgach jako „pierwsza ever” to kto wie, czy byłoby tu dziś co czytać jeszcze :)

  4. otfilulu pisze:

    Serdecznie Wam dziękuję za wspierające komentarze. Nie spodziewałam się takiego odzewu po tym postem, bo raczej zostawiałam go z myślą, żeby nikt nie doszedł do wniosku, że porzuciłam blog całkowicie.
    Bardzo miło i chyba nawet wzruszająco przeczytać Wasze słowa. A czy to odwaga czy głupota to czas pokaże – ogólnie zdania są podzielone, ale póki co jest dobrze i tego będę się trzymać ze wszystkich sił.
    Pozdrawiam ciepło i nadmorsko całkowicie :)

  5. ~Hania pisze:

    Gratuluję odwagi i samozaparcia. Wysyłam ciepłe myśli, żeby się wszystko ułożyło. I nawet nie wiesz jak zazdroszczę. Zawsze byłaś dla mnie wzorem (nie tylko jeśli chodzi o pisanie), a teraz jesteś nim jeszcze bardziej.

    Cura, ut valeas.
    H.

  6. ~Kyane pisze:

    Jak poprzedniczki, ja również gratuluję odwagi. Wierzę, że tak gwałtowne zmiany, zainicjowane przez nas samych, prowadzą tylko do lepszego, więc życzę Ci tego z całego serducha!

  7. ~Greenberry pisze:

    Gratuluję odwagi i zazdroszczę jednocześnie.
    I trzymam kciuki i życzę, żeby było jak najlepiej.
    I czekam, będę czekać, bo przecież warto :)
    Trzymaj się!

  8. ~selene pisze:

    Przede wszystkim gratuluję odwagi, bo nie każdy ma jej na tyle dużo, by wyjść ze swego rodzaju „strefy komfortu” i odwrócić własne życie o 180 stopni oraz życzę powodzenia w budowaniu nowej rzeczywistości. A opowiadania nie zając ;)
    Pozdrawiam ciepło :)
    PS. Ach, to nasze polskie morze… Znów się rozmarzyłam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>